Jak doświadczenie położnicze przyczyniło się do stworzenia naturalnych olejków do pielęgnacji ciała dla kobiet w ciąży

Historia Jan założycielki Motherlylove

Jan Bastard, położna, założycielka marki Motherlylove opisuje jak czas spędzony w Afryce zainspirował ją do stworzenia naturalnych kosmetyków dla kobiet w ciąży.

Podróż do Afryki

Po uzyskaniu tytułu położnej w 1969 roku, złożyłam wniosek o pracę jako pielęgniarka dla brytyjskiej firmy zajmującej się wydobyciem miedzi w Zambii. Szpital do którego zostałam przydzielona znajdował się na granicy Zambii i Kongo. Miałam wtedy 23 lata.
Aby dotrzeć do mojego odległego miejsca pracy, rozpoczełam lot z Londynu do Nairobi, następnie stamtąd dostałam się do stolicy Zambii – Lusaki, gdzie miałam kolejną przesiadkę na bardzo wyboisty lot malutkim samolotem (tego lotu nigdy nie zapomnę :), pamiętam, że ocieraliśmy się o wierzchołki drzew) do Kitwe, gdzie zostałam powitana przez gromadkę dzieci, które spoglądały na mnie zza ogrodzenia niewielkiego lotniska.
Na końcu pasa startowego znajdował się malutki budynek, w którym ku mojej uldze, odnalazłam mój bagaż podróżny. Podróż z lotniska do domu, w którym miałam zamieszkać z dwoma innymi siostrami wspominam bardzo przyjemnie, szofer samochodu, którym jechałam był bardzo zabawny.

Szpital w Zambii

Podczas pierwszego dnia pracy w szpitalu Wusikili (szpital w Zambii dla pracowników kopalni), zostałam przydzielona do pracy przy wypadkach – w szpitalu nie było lekarzy – tylko ja widziałam długą kolejkę osób oczekujących na pomoc medyczną. Na dodatek nie mówiłam w ich języku, a oni w moim. Przyznam się, że pierwszego dnia byłam przerażona i dość mocno zdenerwowana całą sytuacją.

Na szczęście wybawienie pojawiło się w postaci James’a, bardzo kompetentnego i cały czas uśmiechniętego miejscowego asystenta medycznego. Wiele matek przychodziło do szpitala ze swoimi niemowlętami na rękach lub z większymi dziećmi na plecach. Dzieci najczęściej miały biegunkę i wymioty, a kiedy chciałam sprawdzić jak wygląda zapadnięte ciemiączko, moje palce wtapiały się w czarną lepką maź. Tłumaczono mi, że dzieci te były leczone przez lokalne znachorki, a ponieważ ich medycyna nie działała, matki decydowały się na przyjście z dziećmi do szpitala.
James, był wspaniały, uczył mnie i był moim tłumaczem. Potrafił znaleźć u ledwo żywych niemowląt żyłę aby podać im płyny wzmacniające. Nauczyłam się bardzo dużo w krótkim czasie. Od James’a dowiedziałam się, że dzieci, które mają rude włosy, opuchnięte żołądki i nogi, chorują na kwashiorkor (ciężka forma niedożywienia, związaną z niedostatecznym spożyciem białka).
Ospa wietrzna była w Zambii chorobą śmiertelną, a trąd powszechnie występujący.

Oczywiście oprócz tych przykrych spraw było również wiele pozytywnych i miłych sytuacji.
Do dziś bardzo dobrze pamiętam naturalny poród trojaczków i uśmiecham się na myśl, że to ja odebrałam poród trzeciego maluszka :).

Zambiańskie pielęgniarki wspominam jako pogodne i ciągle uśmiechnięte. Zawsze podziwiałam je za umiejętność noszenia zamkniętych parasolek na głowie, w czasie pory suchej. Nie raz próbowałam chodzić z książkami na głowie, ale nigdy nie potrafiłam iść z taką swobodą jak Zambijki, które chodziły z usztywnionym tułowiem, a jednocześnie kołysały biodrami :).

Zambijczycy byli wdzięczni za wszystko co robiłam, często otrzymywałam od mieszkańców prezenty w postaci żywych kurczaków ze związanymi nogami. Zambijskie pielęgniarki, wyjaśniły mi, że powinnam zawsze przyjmować prezenty z wdzięcznością. Mimo tego było mi strasznie trudno tak po prostu stać i patrzeć jak Ci ludzie klaszczą w dłonie i kłaniają mi się w podzięce. Zawsze miałam ochotę oddać im te cenne prezenty, ponieważ byłam świadoma biedy, z którą się zmagali na co dzień.

Pewnego dnia zaproponowano mi zwiedzanie kopalni miedzi. Pamiętam, że winda którą zjeżdżaliśmy w dół była bardzo mała, a podróż w głąb ziemi była coraz gorętsza, czułam, że brak mi powietrza, a po moim ciele pot spływał ciurkiem. Na samym dole, pozwolono mi nawet nacisnąć przycisk, którym został wysadzony kolejny odcinek w kopalni.
Ta wycieczka była dla mnie bardzo pouczająca, ponieważ na własne oczy zobaczyłam i doświadczyłam warunków w jakich pracują mężczyźni. Musieli oni ręcznie wyciągać wózki z kamieniami z tunelu. Wtedy przypomniałam, sobie jednego z pracowników, który przyszedł do mnie pewnego dnia i powiedział, że nie jest już w stanie dłużej pracować w kopalni. Pokazał mi swoje ręce, na których były rany od lin, którymi pomagał sobie w czasie pracy.
Kiedy na kopalni wydarzył się wypadek, wyły wszystkie syreny, a my pielęgniarki, wiedziałyśmy, że zajmie to sporo czasu zanim wydobędą ofiary wypadku. W tym momencie dzwoniłyśmy do lekarza, aby wezwać go do szpitala. Te wypadki znacznie różniły się od wypadków drogowych (których było bardzo dużo). Dodatkowo nie posiadaliśmy ambulansów, więc wszystkie ofiary wypadków były dowożone do szpitala przypadkowymi samochodami, nawet osoby z wieloma poważnymi obrażeniami.

Oddział dziecięcy

Nasz inkubator na porodówce, był drewnianym pudełkiem ze zwykłą żarówką, którą pielęgniarki włączały lub wyłączały w zależności od tego czy wcześniakowi było za ciepło czy za zimno. Często miałyśmy dwójkę lub trójkę dzieci w inkubatorze.

Dziecięce oddziały były zawsze pełne i nikogo nie dziwiło, że dzieci wraz z matkami dzielą jedno łóżko. Jedno dziecko spało z mamą na szczycie łóżka, natomiast drugie dziecko i matka w nogach łóżka. Wszystkie te dzieci były karmione piersią. Z uwagi na brak miejsc, trzymałyśmy dzieci z infekcją płucną w jednym łożku wraz z ich matkami i tak samo postępowałyśmy z niemowlętami, które miały biegunkę.

Nasza butla tlenowa nie miała kółek, więc za każdym razem musiałyśmy przeciągać ją do dziecka, które jej najbardziej potrzebowało.

Na pewno nigdy nie zapomnę śmierci dzieci. Matki zawsze lamentowały (dosłownie wyły bardzo wysokim dźwiękiem). Strasznie emocjonalne wydarzenie, na które trudno mi było patrzeć.

Pierwsze spotkanie z naturalną pielęgnacją w ciąży

W czasie mojej pracy w Zambii, zawsze byłam pod wrażeniem pięknej zadbanej skóry przyszłych matek. Tradycją w Zambii było, stosowanie w pielęgnacji naturalnych olejków uzyskanych z drzew i roślin. Większość Zambijek, które prawie co roku wydawały na świat dzieci, nie miała rozstępów, ponieważ codziennie wykonywały masaż naturalnymi olejkami, co również zastępowało wodę, której brakowało w Zambii.

Po opuszczeniu Zambii, zrobiłam kurs z anestezjologii w szpitalu Oxford’s John Radcliffe, tam też spotkałam pielęgniarkę, która pracowała w Kenii. Zaproponowała mi pracę, więc znów powróciłam do ukochanej Afryki i spędziłam dwa lata w szpitalu w Nairobi.

W tym czasie mój starszy brat wraz z moją mamą przenieśli się do Raodesi (obecnie Zimbabwe), a ja… oczywiście 🙂 przeniosłam się za nimi. Tam, pracowałam jako siostra na oddziale intensywnej opieki w szpitalu Andrew Fleming w Salisbury (obecnie Harare). W tym samym czasie poznałam mojego męża i znów przeprowadziłam się, tym razem do Południowej Afryki, gdzie niestety byłam zmuszona nosić przy sobie broń, aby chronić się przed bandytami. Byłam wtedy w ósmym miesiącu ciąży, a mój mąż był z dala ode mnie na delegacjach służbowych.

Moja córka i syn urodziły się w Pietermaritzburg (obecnie KwaZulu-Natal) RPA i właśnie to moje dzieci wzbudziły we mnie ogromne zainteresowanie położnictwem.

Jan Bastard z corka i wnuczka

Jan Bastard ze swoją córką i wnuczką

Powrót do Wielkiej Brytanii

Do UK powróciłam z rodziną w 1986 roku, gdzie kontynuowałam pracę w szpitalu oraz jako położna społeczna. Chcąc utwierdzić moje przekonania o kontynuowaniu nauki (zakładając, że mając wiedzę specjalistyczną, będzie mi łatwiej) rozpoczęłam studia z aromaterapii na Uniwersytecie Greenwich. W trakcie studiów miałam możliwość napisania artykułu ‘Aromatherapy and Massage for Antenatal Anxiety: Its Effect on the Foetus’ (tłumaczenie: Aromaterapia i masaż na lęk przedporodowy: ich wpływ na poród) , który został opublikowany w magazynie „Complementary Therapies in Clinical Practice” (tłumaczenie: Terapie uzupełniające w praktyce klinicznej).

Artykuł możesz ściągnąć w języku angielskim klikając w poniższy link:

Aromatherapy and massage for antenatal anxiety: Its effect on the fetus.

Jak się później okazało, był to najczęściej czytany artykuł w 2007 roku w dziedzinie aromaterapii. W rezultacie zostałam doceniona za wkład w zrozumienie zastosowania aromaterapii w medycynie, a moje działanie odegrały kluczową rolę w latach 90’ w ruchu na rzecz porodów “Domino” (w Polsce nie stosowane) jak i w typowych naturalnych porodach domowych.

Stworzenie marki Motherlylove

Pracę w zawodzie zakończyłam po zdiagnozowaniu u mnie raka piersi. W tym czasie rodzina gorąco zachęcała mnie do wykorzystania mojej wiedzy i doświadczenia w aromaterapii poprzez tworzenie własnych naturalnych produktów, które pomogą kobietom w ciąży przezwyciężyć zmęczenie i stres towarzyszący im każdego dnia. Działania rodziny spowodowały, że oparłam się na moich doświadczeniach zdobytych podczas dni spędzonych w szpitalu w Zambii, podziwiając siłę i piękno zadbanej skóry miejscowych matek.

I tak narodziła się marka Motherlylove, która oferuje wsparte nauką, starannie i etycznie opracowane mieszanki olejków do pielęgnacji ciała w ciąży oraz po porodzie.

Jan Bastard – matka, babcia i założycielka Motherlylove

Dowiedz się więcej o naturalnych olejkach dla kobiet w ciąży stworzonych przez Jan. Kliknij w poniższy link.

Naturalna Pielęgnacja ciała – Wszystkie produkty Motherlylove

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *